20-03-2009
Okoliczności, dziedzictwo i dziesięć tysięcy godzin
Jakiś czas temu w przesyłce od wydawnictwa Znak otrzymałem bardzo ciekawy egzemplarz próbny książki Malcolma Gladwella: „Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu”. To pozycja z pogranicza psychologii, socjologii i ekonomii, z fragmentami typowymi dla reportażu, napisana w charakterystycznym dla Gladwella wciągającym, gawędziarskim stylu.
Przynosi odpowiedź na pytanie: co sprawia, że jedni ludzie odnoszą sukces, a inni, nie mniej pracowici i ambitni, nigdy go nie doświadczają? Równie ważne jak zdolności są okoliczności w jakich żyjemy oraz własne dziedzictwo kulturowe. Oczywiście ciężka praca jest podstawą, co uzasadnia zasada sformułowana przez neurologa Daniela Levitina: osiągnięcie nadzwyczajnych wyników w dowolnej dziedzinie wymaga poświęcenia na jej zgłębianie dziesięciu tysięcy godzin. Jeśli będziemy ćwiczyć 3 godziny dziennie, zajmie nam to niecałą dekadę. Oczywiście niektórzy wynoszą z ćwiczeń więcej niż inni, ale analiza życiorysów wybitnych kompozytorów, piłkarzy, szachistów, naukowców, a nawet przestępców wskazuje, że nie da się osiągnąć światowej klasy w krótszym czasie. Możliwość tak długiej praktyki wymaga splotu wielu okoliczności.
Tezę ilustrują tak różne przykłady: Billa Gatesa i The Beatles. Ten pierwszy mógł rozwijać swoją pasję bardzo wcześnie. Rada Rodziców prywatnej szkoły, do której chodził, kupiła komputer już w 1968 roku. Pamiętajmy, że w latach 60. pracowni komputerowych nie miała większość amerykańskich uczelni! Jak wspominał po latach Gates:
Komputery stały się moją obsesją. Przestałem interesować się sportem. Co wieczór siadaliśmy za klawiaturą. Programowaliśmy też w weekendy. Rzadko zdarzał się tydzień, abyśmy nie zaliczyli dwudziestu albo trzydziestu godzin przy klawiaturze.
Gdy nadeszła rewolucja komputerowa w połowie lat 70., Gates przekroczył magiczną granicę dziesięciu tysięcy godzin; był gotowy, by stać się jednym z jej najważniejszych elementów.
Co może dać zespołowi regularne granie w klubach ze striptizem? Na przykładzie The Beatles okazuje się, że dużo. W Liverpoolu na początku lat 60. nieznany wtedy zespół grywał najwyżej godzinne koncerty, więc do programu każdego z nich wchodziły tylko najlepsze, te same numery. Jak sami muzycy wspominali po latach, grali wtedy kiepsko. W Hamburgu (gdzie trafili przypadkiem) występowali we wspomnianych przybytkach całymi dniami, przez 7-8 godzin bez przerwy. W ciągu półtora roku zagrali aż 270 koncertów. Zyskali wprawę i pewność siebie. Nauczyli się niezwykłej liczby numerów - rock and rolla, ale także trochę jazzu. To właśnie w hamburskich salach z kiepską akustyką, w obecności przypadkowej widowni bardziej zainteresowanej występami striptizerek, narodziło się indywidualne, wyjątkowe brzmienie Beatlesów.
Kolejnym niedocenianym elementem sukcesu jest dziedzictwo kulturowe. Tymczasem kultura determinuje nasze zachowanie zarówno jeśli chodzi o drobiazgi, jak i fundamentalne wybory życiowe. Sposób komunikowania się pilotów koreańskich, przyzwyczajonych do hierarchii, był jedną z przyczyn częstych katastrof samolotów tamtejszych linii lotniczych. Specyficzny charakter przestępczości na amerykańskim Południu wynika z silnego wpływu kultur pasterskich, w jakich kilka pokoleń temu żyli przodkowie jego obecnych mieszkańców.
Niestety nadal pokutuje mit, że najbystrzejsi i najlepsi osiągają sukces wyłącznie własnym wysiłkiem. Jak podsumowuje autor:
Gdy patrzymy na Billa Gatesa, mówimy z zadowoleniem: „To nasz świat pozwolił mu osiągnąć takie sukcesy”. Ale to błędny wniosek. Nasz świat dał mu jedynie nieograniczony dostęp do terminala komputerowego w 1968 roku. Gdyby podobną sposobność dano milionom innych nastolatków, ile microsoftów mielibyśmy dzisiaj?
