23-01-2009
Wynik finansowy jest wszystkim, reputacja jest niczym

Zaczęło się wczoraj po południu, od niewinnie wyglądającej notatki w “Dzienniku” . Chodziło o klientów MultiBanku i mBanku, niezadowolonych, że bank zarabia ich kosztem. Sprawa szybko zrobiła się głośna. Zawrzało w mediach i w blogosferze. O sprawie pisał Artur Kurasiński, a od strony fachowej najlepiej wyjaśnił ją red. naczelny „Gazety Bankowej”, Maciej Goniszewski:

Klienci mBanku i MultiBanku, którzy zaciągnęli w tych instytucjach kredyty hipoteczne przed 1 września 2006 roku, czują się pokrzywdzeni przez banki, ponieważ gdy stopa procentowa ustalana przez Bank Szwajcarii rosła, obie instytucje podnosiły oprocentowanie, bardzo skrupulatnie i szybko reagując na decyzje Szwajcarów. Później, gdy wysokość stóp procentowych zaczęła spadać, zdawały się tego nie zauważać. Gdy klienci zaczęli domagać  się obniżek, banki odmówiły: zaznaczyły, że jest to suwerenna decyzja zarządu i klienci co najwyżej mogą refinansować stary kredyt nowym, gdzie oprocentowanie jest niższe, a jego wysokość zależna nie od decyzji zarządu, a od LIBORU. Oczywiście operacja taka wiąże się z zapłaceniem bankowi marży za nowy kredyt.

Cała sytuacja idealnie wpisuje się w analizę BAV (działu agencji Young & Roubicam), którą przeczytałem kilka dni temu. Wynika z niej, że polskie marki, szczególnie te największe (oczywiście nie wszystkie), od 2004 roku systematycznie tracą szacunek. W metodologii agencji jest to wymiar pokazujący stopień, w jakim marka dotrzymuje obietnic. Składają się nań takie czynniki, jak zaufanie, ogólna ocena, popularność czy wysoka jakość. Powodem spadku jest fakt, że marki posługują się w przekazie marketingowym obietnicami bez pokrycia. Ilustracja tej tezy przyszła niestety szybko – wspomniany MultiBank obiecywał np. bezpłatne konto do kredytu hipotecznego, a po kilku latach wprowadził opłaty w wysokości kilkunastu złotych miesięcznie.

Po co wyrzucano duże pieniądze na reklamę, czemu miały służyć frazesy o budowie silnej marki, skoro gdy przychodzi co do czego, liczy się wynik finansowy, a nikt nie zastanawia się, jakie straty w dłuższej perspektywie przyniesie zniszczenie reputacji?

4 Responses to “Wynik finansowy jest wszystkim, reputacja jest niczym” »»

  1. Komentarz by luke | 01-23-2009 at 22:14

    szczera prawda. Pragnę dodać, że bankozaur nie tylko proponuje de facto podwyżki (libor + ponad 3% marża) to jeszcze po prostu chamsko kłamie.
    Do niedawna był to dla mnie przyjazny bank, bardzo, bardzo szybko stracili wizerunek, bo bezczelnie kłamią i wykorzystują nieprecyzyjny zapis w umowie.

  2. Komentarz by dodi | 01-24-2009 at 23:41

    Sprawa niestety jest bardzo szeroka i nie widze szans na zmianę.
    Znane marki w Polsce doją klientów. Doją ponad miarę.
    Artykuł jest o bankach, ale dotyczy to również innych towarów, choćby dezodorantów. Za dwa AXE w UK zapłaciłem 2 funty (wówczas równe 8 zł). W Polsce jeden kosztował wtedy 12 zł.
    Wciska nam się jedzenie z powszechnie stwierdzonym składnikiem kancerogennym, jakim jest tłuszcz utwardzony (czyli izomery trans). Niezależne, niesponsorowane testy dowiodły, że przyczynia się on do rozwoju komórek rakowych u człowieka. U każdego, bez wyjątków.
    A taka firma Sante na przykład, którego motto to :”Sante:znaczy zdrowie” dodaje to nawet do masła orzechowego. Kłamstwa, kłamstwa i jeszcze raz kłamstwa.

    Ale kto jest tego winien? Wszyscy:
    - Agencje reklamowe, które zajmują się kreacją, dla których kodeks etyki reklamy to papier toaletowy.
    - Menedżment międzynarodowych koncernów, który ma w tyłku klientów i pracowników bo to tylko narzędzia do zbijania kasy
    - System, który powoduje, że w spółkach giełdowych nie ma miejsca na empatię, litość i inne średniowieczne wynalazki. Akcjonariusz chce zarabiać i ma w tyłku całą resztę.

  3. Komentarz by autor | 01-26-2009 at 13:40

    dodi: Oczywiście, że przykładów - choć może nie tak drastycznych - jest więcej. Po zniesieniu tzw. “podatku Religi” ceny polis OC wcale nie spadły, choć gdy został wprowadzony ceny polis OC skoczyły natychmiast. Oczywiście rosną koszty zakładów ubezpieczeniowych (jesteśmy coraz zamożniejsi, rosną sumy odszkodowań, wiec rosną też składki), ale trudno nie zauważyć, że ubezpieczyciele uznali, że skoro klienci przyzwyczaili się do płacenia wyższych cen to nie ma sensu zmniejszać zysków.

    Z wymienionych przez Ciebie powodów takiej sytuacji najważniejszy jest ten ostatni, pozostałe dwa są wtórne. Zarządzający korporacjami są pod olbrzymią -dużo większą niż kiedyś- presją. Na giełdzie jest coraz większa liczba inwestorów giełdowych, szczególnie instytucjonalnych (fundusze emerytalne), którzy żądają od Zarządów firm ciągłych wzrostów. W przeciwnym razie od razu pozbywają się akcji, a to już prosta droga do wymiany kadry zarządzającej.

  4. Komentarz by Krystian | 01-31-2009 at 20:49

    Pieniądze na inwestowanie mogą przychodzić z różnych źródeł. Najlepiej zacząć od
    siebie i minimalizacji własnych wydatków
    Tak na prawdę mała cześć ludzi wie ile tak na prawdę wydaje, a największym dylematem
    młodych ludzi jest to, że dysponują wiedzą przekazaną przez rodziców lub dziadków,
    których system nastawiony był na stałą pracę i konsumpcję, a zagadnieniem
    inwestowania w społeczeństwie nie za bardzo się interesowano.
    Kiedyś przez przypadek wpadłem na http://benefi.pl i zobaczyłem jak mało ciekawie
    wygląda sprawa moich wydatków.
    Jeśli chcemy zarabiać więcej warto zacząć od nieco innego patrzenia na wydawanie.

Odpowiedz »»