Archiwum: luty, 2010


Marketing przy Kawie na Facebooku

22-02-2010 | Skomentuj »

17 stycznia, późnym wieczorem, Marketing przy Kawie dołączył do Facebooka.

Pierwszy wpis

W miesiąc zdobyliśmy tysiąc fanów. Bardzo się z tego powodu cieszymy, bo w jakiś sposób pokazuje to wartość naszego serwisu internetowego dla czytelników.

18 lutego dołączył tysięczny fan. Niestety, przegapiliśmy sam moment rejestracji. Mamy zrzuty 999 fanów, 1001, ale tysiąc nam umknął.

9991001

Dla tysięcznego fana przygotowaliśmy upominek – kubek z naszym logo:

kubek

Cieszymy się, że przybywa nam fanów. Facebook jest wymagającym narzędziem komunikacji, na pewno konieczne jest nieco inne podejście w budowaniu relacji z czytelnikami, niż poprzez sam Marketing przy Kawie.

W otoczeniu przybywa jednak bardzo szybko wiedzy na temat tego, jak należy prowadzić działania w społecznościach. Będziemy śledzić uważnie i wykorzystywać przydatne pomysły. Niestety, nie udało nam się dotrzeć na FacebookNow – konferencję, od której rozpoczął się triumfalny pochód tego serwisu społecznościowego przez polski rynek interaktywny. Niemniej organizatorzy zamieścili materiały do pobrania, a np. w serwisie Interaktywnie.com toczą się porażające swą długością dyskusje branżowe. Jest skąd czerpać wiedzę.

Dziś już jest ponad 1100 fanów.

Wiedza zamiast rozdawnictwa

18-02-2010 | Skomentuj »

Kilka dni temu w artykule pt. „Copywriting dobrego serca” pisałem o Idea Shop – londyńskim projekcie agencji Ogilvy, udzielającej w ramach wolontariatu bezpłatnych konsultacji drobnym przedsiębiorcom. Byli wśród nich właściciele niewielkiej naleśnikarni chcący zdobyć stałych klientów w miejsce dotychczasowych, którymi są głównie turyści. Ot, klasyczny problem marketingowy, z którym styka się wiele branż.

Kilka dni temu w trójmiejskiej „Gazecie Wyborczej” pojawił się wywiad ze znawcą gastronomii i smakoszem, Maciejem Nowakiem, dotyczący podobnego jak w przypadku londyńskiej naleśnikarni problemu tamtejszych knajp. Wskutek nastawienia na turystów – poza krótkim sezonem turystycznym i weekendami lokale te świecą pustkami. Analiza Nowaka brzmi sensownie: restauratorom brakuje pomysłu, troski o klienta, dobrej oferty. Zaskakujące jest natomiast rozwiązanie rozważane przez eksperta:

Może rozwiązaniem byłyby jakieś zniżki podatkowe w obszarze, w którym miasto preferowałoby gastronomię. Ktoś się oburzy: dopłacać do restauratorów? A ja powiem, że to nie jest wcale taki łatwy kawałek chleba. To bardziej styl życia niż sposób na zarobienie wielkich pieniędzy.

Oburzenie to za duże słowo. Rozumiem dobre intencje i nie przeczę, że gastronomia to trudny kawałek chleba. Chodzi bardziej o sposób myślenia, pewien odruch rodem  z socjalizmu: gdy jest problem, najlepiej wyciągnąć rękę po pieniądze podatników. Sęk w tym, że takie pieniądze demoralizują (o tym w poprzednim wpisie) i zaburzają zasady wolnej konkurencji. Skoro pomagamy restauracjom, doceniając ich rolę w tkance miejskiej, to dlaczego nie dać ulg innym drobnym przedsiębiorcom, których firmy powinny znajdować się w mieście? Za chwilę pojawiliby się pewnie cwaniacy próbujący wykorzystać ulgi (przypomina się historia aut „z kratką”). Regulacji musi podlegać rynek zdrowia, edukacji czy bezpieczeństwa. W gastronomii, zamiast odgórnych regulacji i ulg podatkowych, przydałoby się trochę wiedzy i doświadczenia marketingowego.

Rozdawanie pieniędzy demoralizuje

03-02-2010 | Skomentuj »

Trzeba mobilizować ludzi do podjęcia pracy, wyzwalać energię, dzięki czemu zwiększy się innowacyjność i konkurencyjność gospodarki. To w skrócie stanowisko Leszka Balcerowicza, wyrażone w czasie spotkania z mediami, które odbyło się w zeszłym tygodniu w Krakowie w ramach ogólnopolskiej konferencji naukowej „20 lat przemian ustroju gospodarczego Polski. Dokonania – Wyzwania”.

Najbardziej szkodliwa jest źle pojęta „sprawiedliwość społeczna”, czyli rozdawanie przez państwo publicznych pieniędzy, przez co rośnie liczba tych, którzy nęceni łatwymi pieniędzmi rezygnują z aktywności zawodowej.

– W Szwecji po zwiększeniu zasiłku chorobowego liczba aktywnych zawodowo, chorujących Szwedów wzrosła trzykrotnie. Z tych samych powodów hipotetyczne sfinansowanie polskiego deficytu budżetowego przez „dobrego wujka” byłoby w dłuższej perspektywie niekorzystne. Przykładem niemieckie landy byłej NRD, które pomimo miliardów wpompowanych przez rodaków z Zachodu pogrążają się w marazmie. Podobna sytuacja ma miejsce w krajach arabskich bogatych w ropę, gdzie mało komu chce się pracować – mówił prof. Balcerowicz.

Za najważniejsze zadanie dla Polski w najbliższym okresie autor programu przemian gospodarczych sprzed 20 lat uznał reformę finansów publicznych, przede wszystkim zmiany w systemie emerytalnym i dokończenie prywatyzacji. Takie przedsiębiorstwa jak KGHM, kierowane przez ludzi z politycznego nadania, są zakładnikami związków zawodowych i innych grup interesów. Ich los to także ostrzeżenie przed tym, co mogło się stać, gdyby Planu Balcerowicza nie wprowadzono odpowiednio szybko i radykalnie. – Dlaczego ta szybkość miała tak kolosalne znaczenie? Nie tylko wyzwoliło to przedsiębiorczość, ale też zapobiegło powstaniu systemu, w którym wejście do gry rynkowej zależałoby od decydentów politycznych. Taka sytuacja ma miejsce na Ukrainie i w Rosji, gdzie choć podobnie jak u nas sektor prywatny stanowi 60–80 proc., niewiele jest przedsiębiorstw stworzonych od początku. Dominują wielkie firmy z rodowodem w poprzednim systemie, które utrudniają działalność tym mniejszym, niepowiązanym politycznie – przekonywał.

Podczas samej konferencji i wystąpienia Leszka Balcerowicza żywą dyskusję wywołały pytania z sali. W odróżnieniu od konferencji biznesowych, na których panuje zwyczaj zadawania konkretnych, zwięzłych pytań, większość (szczególnie starszych) przedstawicieli świata akademickiego rozpoczynała od obszernego przedstawienia się, które przechodziło w  przydługą refleksję zakończoną pytaniem. Co ciekawe, różnica zdań nastąpiła w ocenie przyczyn amerykańskiego kryzysu. Jeden z reprezentantów wyższych uczelni zarzucił prof. Balcerowiczowi, że nawołuje do deregulacji i liberalizacji gospodarki, które sprowadziły kłopoty na gospodarkę za Oceanem. – Przyczyną kryzysu była błędna polityka ekonomiczna FED, między innymi utrzymywanie niskich stóp procentowych. Trzeba też pamiętać, że kryzys rozpoczął się w sektorze bankowym, który jest najbardziej uregulowanym sektorem gospodarki – odpierał zarzuty Leszek Balcerowicz.