Archiwum: lipiec, 2009


Ranking Home & Market, czyli kolejny wyłom w chińskim murze

19-07-2009 | Skomentuj »

Przez kilka dni śledziłem dyskusję w sprawie podejrzanego rankingu magazynu „Home & Market”, ale dopiero teraz znalazłem chwilę, żeby napisać kilka słów refleksji, która mi się nasunęła. Afera rozpoczęła się od oświadczenia agencji Neuron. Dyskusja rozgorzała na GoldenLine, o sprawie przeczytałem na blogach. Anna Miotk rozważa, jak powinna wyglądać właściwa metodologia badania. Mediafun pokazuje natomiast zależność między cytowaniem w artykule wybranych ekspertów – przedstawicieli agencji a znajdującymi się obok reklamami tychże firm. Zastanawiam się: jaka jest dzisiaj pozycja dziennikarza (i szerzej: redakcji) wobec wydawcy? Naruszenie „chińskiego muru”, jaki powinien oddzielać redakcję i dział reklamy, to naruszenie jednej z najważniejszych zasad poważnego dziennikarstwa. Jak pisze Mediafun:

To niestety smutna prawda i dobrze wiedzą o tym ci, którzy w mediach pracują albo z nimi współpracują – często za dziennikarzem od razu dzwoni handlowiec (albo najpierw handlowiec). To problem wielu niszowych, branżowych tytułów (nie wiem jak jest w dużych dziennikach), że szpigiel układa dział reklamowy i to często on decyduje o zawartości merytorycznej (proszę przepytać byłych dziennikarzy branżowych tytułów).

Każda redakcja dostaje pewnie maile podobne do tego, jaki kilka tygodni temu wpłynął na naszą skrzynkę redakcyjną. „Otwartym tekstem” pytano w nim,  czy byłaby możliwość zamieszczenia na stronie artykułu sponsorowanego, który jednak nie byłby podpisany jako taki. Nie mam doświadczenia z pracy w masowych mediach ogólnopolskich, ale obawiam się, że tam też może nie być różowo. Niedawno znajomy z agencji PR obsługującej jedną z największych polskich firm opowiedział mi, że w ramach obowiązków służbowych musiał napisać artykuł do jednego z tygodników opinii, zgodny z interesami wspomnianego klienta, a podpisany nazwiskiem dziennikarza. Wszystko po tym jak koncern, niezadowolony z wcześniejszych publikacji na swój temat, wycofał się z kupowania reklam na łamach pisma. Różnica polega na tym, że gdy chodzi o największe tygodniki i dzienniki, jest to robione subtelniej niż w przypadku prasy niszowej – przez fachowców, którzy potrafią ukryć przed czytelnikiem, że artykuł jest „szyty”.

Problem relacji PR, reklamy i mediów od dawna porusza Piotr Czarnowski z First PR. Pamiętam, że nawiązał do tego nawet podczas zeszłorocznego rozdania branżowych Protonów. Dobrym podsumowaniem sprawy rankingu „Home & Market” będzie fragment jego felietonu z miesięcznika „Press” (09/2008):

Po pierwsze, PR i media traktowane są nie jako dwa elementy tego samego systemu, który polega na przekazywaniu informacji, lecz jak dwa wrogie obozy starające się wzajemnie podejść. Po drugie, nie pojawiła się jeszcze świadomość, że misją tego systemu – i to misją, na której można bardzo dobrze zarobić – jest uczciwa informacja. Idiotyczna wiara w to, że reklamą można kupić wszystko, także wizerunek i zaufanie, wygenerowała jedną wspólną cechę PR i mediów – chciwość na publikacje za pieniądze. Bez znaczenia czy są uczciwe, czy nie.

Reklama z królestwa termitów

14-07-2009 | 3 Komentarzy »

W Korei Północnej powstała reklama telewizyjna – doniósł niedawno Adfreak. Chodzi o trwający dwie i pół minuty spot piwa Duma Phenianu, które zmniejszając stres, stanie się bliską częścią Waszego życia.

Od strony technicznej nie jest to – oględnie mówiąc – reklama na wysokim poziomie, graficznie przypomina czołówkę polsatowskiego programu Disco Relax z połowy lat 90. Deszczu nagród na festiwalu w Cannes raczej nie będzie.

Pozornie może wydawać się to niewarte uwagi. Reklama jako część marketingu, czyli wiedzy o zachowaniu się podmiotów na rynku, jest dla nas czymś oczywistym – od  czasu pojawienia się pierwszych spotów, które przynosiły promującym się w nich markom natychmiastowe kilkudziesięcioprocentowe wzrosty zamówień (tak było np. z Mokate Cappuccino), minęły dwie dekady. Jeśli koreański spot jest autentyczny, to zastanawiam się, w jakim celu powstał. W gospodarce centralnie planowanej, w której nie ma konkurencji rynkowej, reklama jest po prostu niepotrzebna. Korea Północna to państwo nazywane przez amerykańskich politologów „królestwem termitów”, rządzone według najlepszych stalinowskich wzorców.

Pojawiły się jednak doniesienia, że tamtejsza sytuacja gospodarcza poprawia się (oczywiście jak na standardy gospodarki będącej do niedawna w stanie całkowitej agonii). Powstały specjalne, eksperymentalne strefy ekonomiczne, rośnie handel z  Chinami, które w dużym stopniu sponsorują gospodarkę sąsiada, a także z Koreą Południową. Oczywiście trudno o jakiekolwiek wiarygodne dane dotyczące sytuacji gospodarczej kraju: wzrostu PKB, bezrobocia etc. Poziom gospodarczy pokazują dane pośrednie, np. produkcja i konsumpcja energii: porównywalna ludnościowo Rumunia (najbiedniejszy kraj UE)  produkuje 58 miliardów kWh energii, a konsumuje 48 miliardów. Państwo Kimów, produkując 21 miliardów kWh,  konsumuje zaledwie 18 miliardów. Być może Korea pójdzie drogą Chin sprzed trzydziestu lat, zgodnie z zasadą „jeden kraj, dwa systemy”: reformy wolnorynkowe przy zachowaniu dyktatury komunistycznej w sferze ideologicznej, z biegiem lat coraz bardziej fasadowej.

Dziewięć trendów zmieniających kontakty międzyludzkie

03-07-2009 | Skomentuj »

Trafiłem właśnie na nienowy, bo pochodzący chyba z zeszłego roku, ale warty uwagi esej Jana Chipchase, opisujący 9 trendów związanych z technologią, które w przyszłości zmienią charakter interakcji międzyludzkich. Autor zajmuje się badaniami nad ludzkim zachowaniem w zespole projektowym Nokii. Mieszka w Tokio.

1. Komunikacja stanie się bardziej kieszonkowa (ang. pocketable). W coraz większym stopniu będziemy mogli używać narzędzi technologicznych do komunikowania się, rozrywki, zrozumienia, gdzie jesteśmy i co chcemy robić za chwilę.

2. Poza usługami, których podstawowym celem jest zapewnienie równoczesnej interakcji dużej liczbie osób, częściej projektowane będą urządzenia zapewniające dużą ilość indywidualnych doświadczeń. Inaczej mówiąc – będziemy w tym samym miejscu robić to samo, ale za pomocą pojedynczych urządzeń. Najprostszy przykład to Japończycy używający filtrów na wyświetlaczach swoich komórek, które utrudniają życie np. pasażerom metra zaglądającym przez ramię oglądającemu filmik w telefonie, ale także kilku znajomym, którzy chcieliby równocześnie oglądać film.

3. Telefony, laptopy, usługi, infrastruktura – wszystko to sprawia, że w coraz większym stopniu stajemy się częścią sieci i zostawiamy coraz więcej śladów pozwalających zlokalizować np. gdzie jesteśmy, z kim i co będziemy robić w najbliższym czasie.

Choć Chipchase nie pisze o tym wprost, takie ślady to zdjęcie zrobione telefonem komórkowym, profil na Naszej Klasie czy historia wyszukiwania w Google, nie mówiąc już o Google Earth.

4. Szybkie upowszechnianie się technologii – od dzielenia się muzyką i zdjęciami aż po osobiste informacje – skutkuje presją krewnych, znajomych czy pracodawców, wywieraną na niechętnych jej stosowaniu. Już teraz wielu pracowników nie mogłoby pozwolić sobie na rezygnację z telefonu komórkowego czy Internetu. Oznaczałoby to dla nich wyrzucenie się poza nawias społeczeństwa.

5. Usługi on-line znacznie skracają czas między zadaniem pytania i uzyskaniem odpowiedzi. Otrzymujemy dostęp w czasie rzeczywistym do olbrzymiej ilości informacji na temat innych: ich dotychczasowego życiorysu, tego, co robią obecnie – to zaś pozwala nawet przewidzieć, co zamierzają robić w najbliższym czasie. Oczywiście wszyscy staramy się kontrolować informacje o nas, jakie udostępniamy innym, ale liczba miejsc, w których zostawiamy ślady sprawia, że autokreacja jest coraz trudniejsza.

6. Technologia będzie używana przez coraz młodsze osoby, nie rozumiejące jeszcze zasad netykiety obowiązujących w kontaktach on-line czy przy korzystaniu z internetowych narzędzi. „Jak szybko te obowiązujące w świecie dorosłych zasady staną się niszowe?” – pyta Chipchase.

7. Pomimo wysiłków, jakie podejmujemy, aby utrzymać rozgraniczenie między życiem prywatnym a pracą, obie te sfery będą się zlewać ze względu na wygodę i presję społeczną.

Codzienna podróż samochodem, pociągiem czy metrem nie oznacza już końca pracy – za pomocą komórek czy laptopów wiele osób np. odpowiada na e-maile. Technologia przyśpiesza erozję norm społecznych także w konserwatywnych społeczeństwach, takich jak irańskie. Choć tamtejsze prawo nakazuje kobietom zakrywanie twarzy, po upowszechnieniu się komórek popularne stało się rozsyłanie znajomym zdjęć z odkrytą twarzą.

8. Zmiany technologiczne będą tak szybkie, że cykl życia niektórych usług mierzony będzie w dniach, a nawet w godzinach.

9. „Kieszonkowość” (pkt 1) doprowadzi do stworzenia urządzeń „niewidzialnych”, czyli tak małych, że niedostrzegalnych dla ludzkiego oka.