Archiwum: październik, 2008


Wassup 8 lat później

28-10-2008 | 1 Komentarz »

Zwolennicy Baracka Obamy przygotowali nową wersję (ci sami aktorzy) świetnej reklamy Budweisera sprzed ponad ośmiu lat. Pikanterii dodaje fakt, że żona rywala Obamy, Johna McCaina jest trzecim co do wielkości dystrybutorem Anheusera-Busha (właściciela marki Budweiser) w Stanach Zjednoczonych.

A to oryginał:

W garniturze pod prysznic

24-10-2008 | Skomentuj »

Zapracowani Japończycy postanowili ułatwić sobie życie i zaoszczędzić czas, jaki trzeba poświecić na oddawanie garnituru do czyszczenia. Firma Konaka wypuściła na rynek model, który czyści się pod… prysznicem. Wystarczy opłukać ciepłą wodą, ewentualnie dodatkowo namydlić. Potem zostaje tylko strzepnąć i po dwóch godzinach strój jest suchy i gotowy do kolejnego pracowitego dnia. Wszystko za sprawą wplecionych w bawełnę specjalnych włókien zawierających substancję obecną w naskórku czy paznokciach. To sprawia, że w ubraniu można wskakiwać pod prysznic i nigdy nie jest zmięte - odpada też prasowanie. Taka wygoda kosztuje w przeliczeniu od 267 do 468 dolarów. Dostępne są zarówno wersje męskie, jak i kobiece.

Bułgarski afrodyzjak

22-10-2008 | 4 Komentarzy »

Aby przeżyć szok kulturowy po zetknięciu się z reklamami innego kraju, nie trzeba wyjeżdżać poza Europę. Belg Peter Forret opisuje zaskoczenie jakiego doznał na widok reklamy napoju o nazwie Mastika Pesztera (pol. „bułgarski afrodyzjak”) podczas niedawnej wizyty w Bułgarii. Jak pisze, nie wyobraża sobie podobnej reklamy w Belgii. Nic dziwnego, trzeba przyznać, że zastosowanie zasady „sex sells” w bułgarskim wydaniu jest wyjątkowo banalne, żeby nie powiedzieć prostackie. Ciekawe, czy coś takiego przeszłoby w Polsce? Istnieje ryzyko, że nie tylko ostro spierająca się ze środowiskiem reklamowym prof. Magdalena Środa nie byłaby zachwycona…

Dialog przetłumaczony w jednym z komentarzy na Youtube:

“This one’s OK too” (refering to passing-by lady)
“Look at this sun shining, we could really use a cloud (mastika mixed with water creates a cloud)”
“I’ve got a better idea”
“And if this isn’t passion!”
(to girl) “They are so ripe!”
“And juicy!”
“Then, give us one each!”
- Mastika Peshtera, passion on crystals. (Ad slogan)
“Now that’s watermelon season”

Martin M. Pegler w Polsce

17-10-2008 | Skomentuj »

Sting stwierdził w którymś wywiadzie, że kluczem do dobrej piosenki jest odpowiednia metafora. Dochodzę do wniosku, że podobnie jest z guru marketingu, merchandisingu i innych dziedzin pokrewnych. W skrajnych przypadkach cała ich działalność sprowadza się do ujmowania ogólnie znanych rzeczy w oryginalne sformułowania (niekiedy na szczęście jest to jedynie błyskotliwym punktem wyjścia). Dla Martina M. Peglera, wybitnego specjalisty w dziedzinie visual menchardisingu, taką metaforą był raj: Ewa – pierwsza konsumentka, Adam – który de facto płaci za zakupy i wąż – pierwszy sprzedawca.

Profesor Pegler przyjechał do Polski na zaproszenie firmy Promedia Jerzego Osiki. 15 października br. odbyła się w Krakowie konferencja prasowa, a następnie wykład zorganizowany przez Krakowskie Szkoły Artystyczne. Ciekawe, że będąc osobą tak mocno kojarzoną z visual merchandisingiem, Pegler nie lubi tego terminu. Woli używać starszego określenia display, a najlepiej pojęcia visual presentation. Na ten temat napisał ponad siedemdziesiąt książek, co czyni go prawdziwym Balzakiem swojej dyscypliny.

Po rajskim wstępie Pegler mówił o drobnostkach, które mogą stanowić o przewadze konkurencyjnej, a także o najważniejszych trendach światowego VM.

  • Toalety w punktach sprzedaży. Owszem, w drogich, małych powierzchniach trudno wygospodarować na nie miejsce. Ale jeśli ich brakuje (co w Polsce jest w zasadzie standardem), a klient musi udać się do oddalonej o dwa piętra i kilka alejek toalety - to, jak mówi Pegler, po drodze minie co najmniej sześć sklepów podobnych do naszego, więc już na pewno podczas tej wizyty w galerii do nas nie wróci.
  • Mężczyzna na zakupach. Nie ma co pisać o tym, jak zachowują się mężczyźni jako towarzysze damskich zakupów. Wszyscy to wiedzą, ale niewielu usiłuje rozwiązać ten problem. A wyjściem może być choćby zorganizowanie kącika z wygodnymi siedzeniami, magazynami do poczytania (nie tylko kobiecymi) czy telewizorem. W sklepie, nie na środku alejki. Mężczyzna ma chwilę relaksu, a kobieta więcej czasu na wydawanie pieniędzy.
  • Przymierzalnie. To tam następuje ów moment prawdy – klientka ma poczuć się w nowym stroju jak królowa, wtedy kupi go na pewno. Słabe oświetlenie, przypadkowe i niepraktyczne urządzenie wnętrza przymierzalni to najczęstsze błędy, które powodują, że najlepsze nawet ubrania nie wyglądają w lustrze zbyt rewelacyjnie.
  • Design. Najnowsza moda w dziedzinie architektury wnętrz handlowych to obłe, zakrzywione przestrzenie, nieregularne, „zapraszające” konsumenta elementy dekoracyjne. Wiąże się to z popularnością plastiku (choć niekoniecznie) i przede wszystkim z właściwym operowaniem światłem – raczej przemyślanym i podkreślającym ekspozycję oświetleniem punktowym niż mocnymi lampami oświetlającymi całe pomieszczenie.

Więcej na ten temat w relacji z krakowskiej konferencji prasowej Peglera wkrótce w „Marketingu przy Kawie”.

Oh…

13-10-2008 | Skomentuj »

Gdyby rozgrywano konkurs na najlepszą gazetową okładkę komentującą kryzys finansowy w USA, ta pewnie wygrałaby w cuglach:

Trudno trafniej oddać szok po nagłym otrzeźwieniu, które już nie zatrzymało pędzącej lawiny kryzysu. Niestety, okładka nie jest prawdziwa, choć niekiedy bloggerzy biorą ją za oryginał. „Economist”, który wylądował w kioskach 27 września, tak naprawdę wyglądał tak:

Kimkolwiek jednak jest autor okładki „Oh Fuck!”, czapki z głów.

Magnes przyciągający lodówki

13-10-2008 | Skomentuj »

Recesja jaka dotknęła irlandzką gospodarkę na szczęście nie wpłynęła na jakość najnowszej reklamy Guinnessa pt. “Fridge magnet”. Ten fajny spot, nakręcony w Buenos Aires, przygotowała agencja Irish International BBDO.

Palec pokaż (albo schowaj)

13-10-2008 | 3 Komentarzy »

W Krakowie pojawiły się billboardy o treści “Kaczor żuje Donalda. Pokaż im palec” (koło Krakchemii), “Horror, terror, rydzykorror” (na Alejach Trzech Wieszczy). Wiem z drugiej ręki, sam nie widziałem, więc hasła mogą być minimalnie inne.
[Update 2008-10-21] Już nawet w bliższej okolicy stoją:

Natomiast strona internetowa dupa.waw.pl, poświęcona calej akcji dostępna jest zewsząd i dla każdego. Jest tam sklep internetowy sprzedający oryginalne batony z palcem:

TO MASZ PALEC.
PALEC jest o smaku czekoladowo orzechowym. Produkowany na Śląsku w zakładach, które z żelazną konsekwencja trzymają się starych, najlepszych receptur. Co nie oznacza ze PALEC jest konserwatywny w swych poglądach.
Baton PALEC powstał z potrzeby chwili. zwykłe pokazanie środkowego palca jest nie smaczne. Ale kiedy masz PALEC to każdy nawet obsceniczny gest nabiera smaku.

Jest też kilka reklam do pobrania:

Wygląda na kolejną akcję jakiejś marki odzieżowej. Na razie wiemy, że domena należy do firmy “Dzięki uprzejmości Pana Andrzeja SP z o.o.”, której prezesem jest Kamil Krzysztof Nagórski

Treść kampanii jest mocno niesmaczna, w stylu “college humor”, co może wskazywać na markę Cropp Town (Szyjemy inaczej, Zupełnie inna jazda), specjalizującą się w takich właśnie pomysłach.

Może ktoś ma jakieś bliższe informacje?

Jaki jest twój big idea?

13-10-2008 | 3 Komentarzy »

Niedawno agencja Ogilvy obchodziła sześćdziesiąte urodziny. Z tej okazji wraz z wydawnictwem Studio EMKA wydała książkę “Ogilvy o reklamie”, co samo w sobie jest fantastyczne.

Książka może służyć nie tylko jako podręcznik skutecznej reklamy - jest również pomocna w nauce angielskiego. To wszystko dzięki temu, że w tekście rozrzucone są fragmenty zdań do samodzielnego przetłumaczenia.

Garść przykładów:

Ja uważam, że pozycjonowanie to szukanie odpowiedzi na pytanie: “What the product does i dla kogo jest on przeznaczony”. [s.14]

Ale ryzykujesz wpadnięcie w poślizg na tym, co mój brat, Francis, nazywał “śliską powierzchnią nieadekwatnej brilliance”.
[s.14]

Możesz sobie w tym pomóc, idąc na długi spacer, biorąc gorącą kąpiel lub wypijając half a pint of claret.
[s.18]

Pewnie pośpiech.

Ludzie są zbędni w fabryce przyjemności

10-10-2008 | 1 Komentarz »

Rosyjska reklama piwa Kronenbourg 1664. Z uwagi na ograniczenia w reklamie piwa w Rosji, gdzie nie wolno pokazywać ludzi ani zwierząt (jak informuje nas reklama), wszystko obsługują maszyny.
Ale jak one to robią!


Tytuł: Pleasure Machine
Produkt: Kronenbourg 1664
Agencja: Leo Burnett, Moskwa

Całość przypomina Happiness Factory Coca-Coli oraz oczywiście reklamę Guinnessa, w której jednak występują przede wszystkim ludzie (zastępując z kolei kulki z serii klipów wideo Animusic). Ufff… Krótka reklama, a ile odniesień. No i dzięki tym wszystkim ruchomym elementom coś się wciąż dzieje, na dodatek całkiem ładnie.

Czy przez te liczne nawiązania należy reklamę uznać za wtórną?

Masz mało czasu, trzeba dać świadectwo

09-10-2008 | 1 Komentarz »

Podczas ostatniego Krakspotu Dominik Koza opowiadał o stosunkowo nowym zawodzie: operator e-PR.
Kto to taki?

Otóż najczęściej jest to ktoś, kto na zlecenie agencji marketingu szeptanego (albo public relations) wypowiada się na forach, w serwisach społecznościowych, pisze komentarze pod artykułami – wszystko po to, aby promować dany produkt bądź usługę.

Jakiś czas temu głośna była sprawa upublicznienia sposobów pracy takich osób, o czym obszerniej opowiadał Dominik. Na pewno prezentacja zostanie gdzieś udostępniona, dlatego ograniczę opis.

Nazwa „operator e-PR” ma w sobie coś z zaawansowanych technologii, może na dodatek budzić pożądanie w związku z tym, że to już prawie PR. A public relations to przecież więcej niż media, bo „tak naprawdę” to PR rządzi. Stąd większy wymóg odpowiedzialności powinien spoczywać na przedstawicielach tego zawodu, większa też samoświadomość powinna cechować „operatorów”.

Czy tak jest istotnie? Zgodnie z tym, co mówił Dominik, patrząc podobno w oczy znanym sobie „operatorom”, rzeczywistość nie wygląda tak różowo. Czy to nieudolność, brak profesjonalizmu, czy też brak standardów etycznych prowadzą do niekorzystnych praktyk, zbyt jawnej reklamy? A reklama powinna przecież przejść niezauważona w otoczce pomocnej porady, opinii eksperta. Tak czy inaczej, nieudolna czy profesjonalna, zawsze jest to ukryta pod płaszczykiem obiektywnego sądu publiczna wypowiedź reklamowa.

Co więcej, „operatorom” towarzyszy świadomość bycia tropionymi przez świadomych internautów, usiłujących zawracać Wisłę kijem – walczących z komercjalizacją Sieci. No i ich wypowiedzi zostają na wieczność  w Internecie – mają więcej potencjalnych czytelników niż Herbert (wiem, jego twórczość też jest w Internecie, ale gdzie częściej zaglądamy? Na fora czy do serwisów z poezją?). Czyż to nie piękne podstawy do budowania etosu zawodowego?

Czym jednak operator e-PR różni się od akwizytora? Czemu wydaje się, że jest on kimś więcej niż telemarketer?

Jeśli chodzi o nazewnictwo, dzieli ten sam los, co nieszczęsny akwizytor. Dominik mówił o pomysłowości agencji rekrutujących studentów do tego rodzaju zadań, szczególnie gdy chodzi o wymyślanie nowych nazw tego specyficznego zawodu (choćby Trendsetter czy Lider opinii).

Jeśli chodzi o uczciwość, telemarketing i akwizycja stoją twardo po jasnej stronie mocy – wprowadzanie w błąd na forach już nie. Ze sprzedawcą jesteśmy w relacji jeden na jednego. Jest to gra, w której przeciwnikowi się nie ufa, skoro sam przychodzi. Przywołana przez Dominika forma e-PR żeruje na przekonaniu o uczciwości rozmówcy, na konwersacyjnej „zasadzie życzliwości” i poczuciu wspólnoty internetowej społeczności.  Nieinformowanie o intencjach w rozmowie na forach powoduje większy etyczny dysonans niż próba sprawdzenia naszej odporności na perswazję przez ulicznego sprzedawcę. No i marketing bezpośredni ma swój kodeks etyczny oraz pewne uregulowania prawne, ograniczające niecne praktyki.

Tym bardziej konieczne są standardy wśród agencji korzystających z arsenału marketingu szeptanego. Oczywiście jest zbiór zasad WOMMA, ale z ich przestrzeganiem, jak wspomniał Dominik, nawet jego twórcy miewają kłopoty.