Archiwum: sierpień, 2008


Adidas zachodni, chiński i afrykański

27-08-2008 | 2 Komentarzy »

Jak wiadomo, sednem kultury Zachodu jest wiara w siłę, wolę i prawa jednostki. Esencją kultury Chin, najpierw konfucjańskich, potem komunistycznych, jest nadrzędna rola grupy. Oczywiście nie oznacza to, że na Zachodzie nie istnieje kolektywizm, a w Chinach indywidualizm, ale jasne jest, że chodzi o pewien rdzeń, który decyduje o najbardziej charakterystycznych cechach kultury.

Przed igrzyskami w Pekinie Adidas przygotował okolicznościową kampanię reklamową. Mimo tego samego hasła, „Impossible is nothing”, w różnych krajach wygląda ona zupełnie inaczej. Oto Chiny:

Owszem, sportowcy wyróżniają się na tle tłumu, ale jednoznacznie są przedstawieni jako reprezentanci narodu. To ogromnej, szarej masie, która ich podtrzymuje, zawdzięczają swój sukces. I to ją napełniają dumą po zwycięstwie. Teraz Zachód:

Moja słabość, moja determinacja, moja walka i moje zwycięstwo. Jakiekolwiek odniesienie do innych osób? Brak. Trudno o lepszy przykład na najistotniejsze różnice dwóch wielkich kultur.

A w południowoafrykańskiej reklamie Adidasa sport to radość, humor i zabawa – rzut parasolem, kawiarniany ping pong i inne wesołe konkurencje. Nie jest to pewnie najskuteczniejsze podejście (pamiętacie napis na autokarze polskiej reprezentacji na Euro ’08?), ale za to zdecydowanie najfajniejsze:

Podglądacze, iPhone i Kraj Kwitnącej Wiśni

27-08-2008 | Skomentuj »

Eh, ci Japończycy! Serwis Gizmodo zamieszcza informację, że japoński iPhone 3G ma dźwiękową “blokadę”. Otóż robieniu zdjęcia towarzyszy dźwięk, co ma ukrócić praktyki mężczyzn robiących telefonem obsceniczne fotki. Samo istnienie ostrzegacza to żadna sensacja, ma je większość nowych telefonów. Zastanawia skala zjawiska - w Japonii to problem społeczny. O ile robienie zdjęć tego typu nie jest zakazane przez prawo, o tyle rozpowszechnianie ich np. w Internecie już tak, o czym donosi Wikipedia.

Ciekawe, czy skala zjawiska w Polsce jest równie duża. Rzadko jeżdżę komunikacją miejską, a to pewnie naturalne środowisko dla komórkowych podglądaczy. Coś musi być na rzeczy. Koleżanka z redakcji twierdzi, że widziała kiedyś w autobusie dziwnie zachowującego się osobnika z telefonem. Dopiero teraz zrozumiała, że był to posiadacz telefonu bez dźwiękowego ostrzeżenia :)

Reklama ubrań z nagimi aktorami

26-08-2008 | Skomentuj »

Tym razem coś ze wschodu, a konkretnie z Rosji, o której zresztą sporo ostatnio w mediach… Co ciekawe, to reklama ubrań, choć przez dużą część czasu aktorów widzimy nago. Poszczególne elementy spotu nie wydają mi się zbyt oryginalne, ale jako całość, z muzyką i tempem akcji - robią wrażenie.

Prestiż iPhone’a odporny na upływ czasu

22-08-2008 | Skomentuj »

Wielki wybuch właśnie nastąpił. iPhone jest do kupienia (oferują go Orange i Era) od północy. O zaletach i wadach samego telefonu napisano już wiele - choćby na łamach dziennika „Polska”:

Klientom znudziły się już zwykłe telefony. Najchętniej kupują fajne gadżety, którymi można pochwalić się wśród znajomych - mówi Grzegorz Szewczak z analizującej rynek telekomunikacyjny firmy GSMonline.pl.

Otóż to. Produkty Apple to wyjątek od reguły, zgodnie z którą produkty technologiczne nie powinny być pozycjonowane jako prestiżowe, wzbudzające zazdrość znajomych. Pamiętam, jak bodajże w 2001 roku na imprezie pojawił się ktoś z cyfrówką kupioną pewnie za granicą, wzbudzając zainteresowanie wszystkich zgromadzonych. Dwa, trzy lata później taki gadżet stał się powszechny. Prawo Moore’a (liczba tranzystorów w układach scalonych podwaja się co dwa lata) sprawia, że prestiż i aura niedostępności w nowych technologiach szybko się osłabiają - trudno szpanować czymś, co ma wiele osób. Jak pisał na swoim blogu Seth Godin, mimo że na rynku są lepiej działające modele niż iPhone czy iPod, to właśnie te drugie mają tak wiernych wyznawców. Wszystko dzięki umiejętnemu wykorzystaniu podstawowej emocji w marketingu, czyli miłości (pozostałe to strach i nadzieja).

12 historycznych momentów marketingu mediów Web 2.0

20-08-2008 | 1 Komentarz »

Na blogu Adspace Pioneers pojawiło się ciekawe zestawienie najważniejszych wydarzeń w historii mediów społecznościowych. Za najwcześniejszy zwiastun ery Web 2.0 uznano wprowadzenie przez Amazon sekcji z recenzjami czytelników (15 maja 1997 roku). Kolejne kamienie milowe to lata: 2002 - start pierwszego dużego serwisu społecznościowego Friendster i powstanie Technorati (odpowiednio miejsca 2 i 3) oraz 2005 - kupno MySpace przez Ruperta Murdocha za 580 mln dolarów (miejsce 4). Następne przełomowe momenty dotyczą m.in. virali: w tym pierwszego, opublikowanego na YouTube w kwietniu 2006 r. Parę miesięcy później filmik Dove “Evolution” zdobył Złotego Lwa w Cannes. Nagroda oznaczała docenienie nowej formy przekazu przez autorytety tradycyjnej reklamy.

Wiecej na Adspace Pioneers

Visa płynie na fali olimpijskiego sukcesu

14-08-2008 | Skomentuj »

Jakoś tak znowu temat sportowy… Trudno o dobry nastrój, skoro, jak pisał na swoim blogu Rafał Stec - “nigdy nie wiadomo, czy krok za progiem nie poślizgnę się na polskiej klęsce albo nie wyrżnę o polską klęskę łbem”. Inaczej mówiąc: olimpida w Pekinie trwa, a Polska wciąż bez medalu. Zostawmy przyczyny, bo trochę konkurencji zostało do rozegrania, a poza tym debaty rozliczeniowe wkrótce zagoszczą w mediach. Same niepowodzenia to problem dla wszystkich: zarówno firm wspierających imprezę, jak i samych sportowców. Wiadomo, że sukces ma wielu sponsorów, a porażka musi finansować się sama.

Problemu nie mają marketerzy z USA. Największą gwiazdą imprezy i multimedalistą (zdobył dotąd połowę krążków całej ekipy amerykańskiej) jest w końcu pływak Michael Phelps. Visa, sponsor zawodnika, wypuściła spot pt. “Congratulations Michael”. Co godne uwagi, reklama pojawiła się w bloku reklamowym natychmiast po ostatnim sukcesie Phelpsa, czyli złocie na 200 metrów motylkiem.

PS. Jakby mało było olimpiady, wczoraj Wisła Kraków dostała od Barcelony 4-0… Polski sport niedługo będzie potrzebował chyba tak pomysłowej kampanii reklamowej, jak ta opisana na łamach “Marketingu przy Kawie”.

Orlen Bundesliga a sprawa polska

08-08-2008 | Skomentuj »

„Skandal”; „Pomyśleć, że wystarczyłoby przekazywać setny promil z dochodów i mielibyśmy najsilniejszy klub w Polsce”; „Jak można tak robić w balona lokalną społeczność?!” – to głosy z płockiego forum „Gazety Wyborczej” pod artykułem o wejściu niemieckiej spółki Orlenu do Bundesligi. Logo należącej do Orlen Deutschland sieci stacji STAR pojawi się m.in. na billboardach i bandach wokół boisk trzech wielkich klubów: Herthy Berlin, Bayeru Leverkusen i HSV. Pozornie umowa, jakich wiele, ale że na studiach spędziłem kilka miesięcy na praktykach w Biurze PR Orlenu i trochę poznałem płockie realia - spodziewałem się negatywnej reakcji mieszkańców. Wszystko dlatego, że półtora roku temu koncern znacząco ograniczył zaangażowanie w tamtejszy klub Wisłę Płock (z wyjątkiem sekcji piłki ręcznej), na polskim rynku skupiając się (z efektami) na motoryzacji.

Z jednej strony w głosach na forum pokutuje wciąż powszechne przekonanie, że sponsoring to działalność dobroczynna. O tym, że jest to narzędzie do wypracowania przewagi nad konkurencją, wie już niewielu. Orlen w ciągu kilku lat stał się firmą międzynarodową, a związek ze znanymi w całej Europie markami (parę lat temu Bayer Leverkusen grał w finale Ligi Mistrzów) może pomóc na rynku niemieckim. Dla globalnych koncernów to codzienność – np. polski oddział firmy Allianz (centrala mieści się w Monachium) mocno wspiera Górnika Zabrze.

Z drugiej strony Orlen zbiera żniwo własnej niekonsekwencji z ostatnich lat. Finansowanie płockiej piłki nożnej nominalnie było sponsoringiem, ale większych korzyści wizerunkowych w skali ogólnopolskiej nie przynosiło. Wisła Płock to klub niewielki, mimo (do niedawna) gry w Ekstraklasie nie mogący się pochwalić większymi sukcesami, dużą liczbą kibiców, nie mówiąc już o uwadze mediów. Te interesują się Wisłą, ale z Krakowa, Legią czy Lechem. Z punktu widzenia marki w Polsce dopiero wejście w któryś z tych klubów albo sponsorowanie całej ligi byłoby adekwatne do pozycji firmy na rynku. OK, sponsoring klubu z Płocka można uznać za działanie CSR-owe, ale patrząc na liczbę kibiców, którzy pojawiali się na stadionie - lepiej było wybudować trochę boisk dla młodzieży.

Brakujące „H”

06-08-2008 | Skomentuj »

Jakie sporty są szczególnie popularne w Australii? Na pewno nie piłka nożna. Bilety na towarzyskie spotkanie reprezentacji kraju z silną Ghaną sprzedawały się tak kiepsko, że na kilka dni przed meczem organizatorzy zdecydowali się na dramatyczny krok – zwrócili się po pomoc do agencji reklamowej. Agencja zaś nie zamówiła wcale wielkich billboardów, tylko wypuściła na ulicę grupkę czarnoskórych kibiców. Nie setki, tylko dokładnie czterech. Pięciu byłoby już za dużo. Dlaczego? Obejrzyjcie ten film, warto.

Pomysł prosty, wręcz głupiutki, ale stadion był zapełniony. Pełna wersja filmu o kulisach przygotowania kampanii „H for Ghana” na obejrzenia na stronach agencji Lowe, a jeśli kogoś szczególnie interesują ciekawe sposoby promowania futbolu, niech zajrzy w przyszłym tygodniu na strony „Marketingu przy Kawie”.

O raju! Szkoła marketingu interaktywnego

05-08-2008 | Skomentuj »

Podczas IAB Meeting dowiedziałem się od Mateusza Tułeckiego o powstaniu szkoły marketingu interaktywnego (RAII: Rzeszowska Akademia Innowacji Internetowych w ramach studiów podyplomowych rzeszowskiej Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania). Na razie szkoła oferuje dwa kierunki:

Kiedyś na jednym z Grillów IT była mowa o potrzebie takiej placówki, jednak nie ma bezpośredniego związku między tymi inicjatywami. Szkoła powstała dzięki determinacji Mateusza, choć Interaktywnie.com jest partnerem placówki, a wśród wykładowców jest i Dawid Szczepaniak, orędownik instytucjonalnego kształcenia pracowników branży interaktywnej.

Warto zresztą przyjrzeć się liście wykładowców, mówi sama za siebie o wartości merytorycznej szkoły: Dominik Kaznowski (Agora, IAB, Kaznowski.blox.pl), Marcin Jagodziński (Blip, Net.to), Michał Janas (Stowarzyszenie Project Management Polska), Sebastian Kwiecień (Web20.pl, Monetto), Sebastian Łuczak (Eskadra Publica), Arkadiusz Michno (Ideo), Michał Nowak (Onet.pl), Marcin Sulikowski (Suler.org), Dawid Szczepaniak (Opcom), Michał Szot.

Idea szczytna, kadra odpowiednia, należy więc życzyć powodzenia i obfitego naboru!
Będziemy śledzić rozwój szkoły.

IAB wychodzi poza Warszawę

04-08-2008 | 1 Komentarz »

Tydzień temu odbyło się pierwsze krakowskie spotkanie IAB Meeting. Pierwotnie miał to być kolejny Grill IT, tyle że w siedzibie Opcomu i z grillem, ale spotkanie nie zmieściło się w formule Grilla. Pogoda też nie dopisała, więc przeniesiono je do Loch Ness.

Dopisali uczestnicy i humor. Fotorelacja na blogu Grilla IT i na Labberze, relacja na Interaktywnie.com i u Dominika Kozy.

Wszyscy podkreślają znakomity klimat zabawy (rzeczywiście był taki), zatem dla odmiany ja o części merytorycznej i autopromocyjnej.

Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska ustami Jarka Sobolewskiego zadeklarował wolę współpracy i integracji branży w całej Polsce. Temu mają służyć organizowane jeszcze podczas tych wakacji „sesje wyjazdowe” w innym miastach Polski: Wrocławiu, Trójmieście, zdaje się, że również Łodzi.

Jarek przedstawił w skrócie historię IAB, jej zasięg, nowych członków (Axel Springer, Polsat przez agencję Redefine, Polskapresse). Podkreślił, że działania integrujące jakiekolwiek branże pojawiają się w czasie ich dynamicznego rozwoju, gdy wszyscy są zainteresowani tworzeniem zrozumiałych i akceptowalnych standardów współpracy na linii klient-agencja (tu warte wzmianki są spotkania IAB Showcase, czyli trzy godziny dla agencji i marketerów największych reklamodawców).

Rolą IAB jest edukacja, standaryzacja, integracja, lobbowanie na rzecz korzystnych dla branży zmian legislacyjnych (w Polsce i w Brukseli), a także samoregulacja w myśl zasady, że lepiej pokazać urzędnikom własny kodeks, niż czekać, aż oni coś wysmażą. Nie jest to specyfika branży interaktywnej. Agencje reklamowe i agencje BTL również mają świadomość, że lepiej pilnować się samemu, niż oddać te kompetencje państwu.

Gdy w organizacji znajdzie się już sto firm, IAB przekształci się w Izbę Gospodarczą i będzie mogła konsultować ustawy w komisjach sejmowych.

Jak na krótki czas dany przez organizatorów na prezentacje, było jeszcze całkiem sporo informacji (i autopromocji, wszak trzeba zachęcić do wstępowania w szeregi), ale pewnie większość z nich jest do znalezienia na stronie IAB. Wniosek po prezentacji Jarka i uzupełniającym, wizjonerskim wystąpieniu Dominika Kaznowskiego: kto żyw, powinien się zapisać, bo warto. Struktury regionalne muszą skupiać się wokół silnych liderów lokalnych (z racji miejsca, nie zasięgu). Internet musi pokonać telewizję, a IAB reprezentować całą branżę.

Po tak perswazyjnych wystąpieniach przyszedł czas na studium przypadku. Empathy Interactive przedstawiła akcję autopromocyjną, która połączyła marketing bezpośredni z Internetem, przy czym mechanika akcji była dość podobna do proponowanych od jakiegoś czasu przez Playprint (co nie umniejsza jej kreatywności), więc odsyłam do “Marketingu przy Kawie”, gdzie szerzej to opisaliśmy. Różniła się tym, że integralną jej częścią były elementy łebdwazerowe i wirusowe, a całość miała pokazać kompetencje agencji w czterech wcześniej zdefiniowanych obszarach: idee, kreatywność, innowacyjność, tradycja.

Na koniec zapoznaliśmy się z Freshmailem, nowym systemem do e-mail marketingu, który na rynek wszedł dość kontrowersyjną kampanią reklamową podgryzającą dotychczasowego lidera, czyli SARE.

Potem była już zabawa i nieco dyskusji kuluarowych, co widać w galeriach zdjęć.