25-10-2007 |
4 Komentarzy »
Polski rynek reklamowy nie jest aż tak ciekawy, aby pozwolić sobie na przeoczenie tak ciekawych case’ów jak te kampanie, które zdobyły tegoroczne Złote Effie. Historię prac nad nimi przedstawiono szczegółowo dzień po gali, 23 października, na towarzyszącej Effie konferencji Forum Marketingu Strategicznego 2007 (i stąd pochodzi większość cytowanych przeze mnie poniżej wypowiedzi). Na początek kampania „Flagi” agencji DDB Warszawa dla marki Tyskie.
Pamiętam, gdy podczas oczekiwania na pamiętny mecz Polska - Ekwador mój znajomy (zupełnie nieinteresujący się marketingiem) stwierdził, że człowiek, który wymyślił akcję „Wywieśmy flagi”, jest prawdziwym geniuszem. Tyle że geniusz geniuszem, brainwave brainwavem, ale podstawy powodzenia tej kampanii leżą o wiele głębiej niż tylko w marketingowym olśnieniu.
Jasne było tylko tyle, że mundial trzeba wykorzystać marketingowo. Niestety, Polska to nie Brazylia, Włochy ani nawet Czechy, gdzie można było liczyć na to, że na towarzyszące reprezentacji marki spłynie nieco splendoru po sukcesie na boisku. Jeśli tylko polski marketer zdołał oddzielić kibicowskie emocje i marzenia od rzeczywistości, mógł przewidzieć, że wyjazd polskiej drużyny na mistrzostwa zakończy się klęską. Podstawowy cel był więc jeden – wzbudzić pozytywne emocje wokół marki nawet bez wyniku sportowego.
Było to jednocześnie przerażające i inspirujące – wspominał Marcin Mroszczak z DDB Warszawa. – Klient poprosił nas, żebyśmy zrobili kampanię, która zdominuje cały sponsoring wokół mundialu i zaangażuje setki tysięcy, jeśli nie miliony, ludzi. Zadanie to nie tylko było trudne, ale graniczyło wręcz z cudem, biorąc pod uwagę niektóre charakterystyczne polskie cechy. Stosunek Polaków do wyrażanie uczuć patriotycznych za pomocą flag jest niestety inny niż Amerykanów, albo nawet u Włochów.
W najczarniejszych myślach wyobrażaliśmy sobie, że te flagi zawisną jako markizy na bazarach - przyznawał Mroszczak. Agencja skorzystała z badań prof. Czapińskiego dotyczących stopniu rozwoju społeczeństwa obywatelskiego – Polacy wypadli w nich najgorzej w całej Europie. A do tego właśnie – zdolności do spontanicznej manifestacji dumy i zaangażowania - miała odwoływać się akcja dla marki Tyskie. Badani na użytek kampanii konsumenci twierdzili, że są gotowi wywiesić flagę tylko wtedy, jeśli wywiesi ją też ich sąsiad.
Agencja postanowiła więc odwołać się do myślenia magicznego, od którego nie jest wolny żaden kibic sportowy. Rzeczywistość zaklinają i kibice (Niemcy zakopują na murawie 10 fenigów na szczęście), i zawodnicy (Blanc całujący łysą głowę Bartheza) i trenerzy (zaczarowane kepi Aimé Jacqueta we Francji ‘98). W Polsce nie ma jednego i powszechnego zwyczaju przynoszącego szczęście, więc jako owe magiczne wsparcie zaproponowano akcję z flagami - „Wywieśmy flagi, pomóżmy naszym”.
Na początku pokazano widzom filmy o tym, jak kibicuje się w innych krajach i zapytano, jak oni będą wspierać polską drużynę. Odpowiedź – czyli spot namawiający do wywieszania flag – był zrobiony w taki sposób, aby dawać wrażenie, że cała Polska jest już obwieszona biało-czerwonymi flagami. Prawda była oczywiście inna - Aż do dnia, którym flagi miały być wywieszone, nie wiedzieliśmy, jak to się wszystko skończy. Nie zapomnę tych emocji - od swoich przyjaciół i współpracowników dostawałem SMS-y takiej treści: „Dwie na Marszałkowskiej!”, „Jedna na Kubusia Puchatka od Wareckiej”, „Podobno osiem na Stegnach!”.
Jednak powodzenie akcji przerosło nawet oczekiwania agencji i klienta. Za pomocą lokalnych gazet rozdano milion flag kibica i wywieszona została ogromna większość z nich, co dla marki oznaczało milion prawie darmowych billboardów, widocznych również podczas transmisji meczów. Flagi z akcji były używane długo po samym mundialu, a akcję komentowały media i internauci – zazwyczaj bardzo pozytywnie – co przyniosło świetny efekt PR-owy.
Co ciekawe, Marcin Mroszczak przyznawał, że kampania wcale nie musiała tak wyglądać. Gdyby nie inspirująca prośba klienta, nie myślelibyśmy o wydarzeniu na taką skalę. A nawet jakby, to być może nie mielibyśmy odwagi, żeby to klientowi zaproponować. Jaki jest więc najważniejszy wniosek tego case’u? Czasami warto wymagać od agencji niemożliwego i stawiać jej zadania graniczące z cudem.