Archiwum: 'Reklama w mediach' Category


Cashvertising

26-08-2010 | Skomentuj »

Liczba marek gwałtownie rośnie. W 2006 roku amerykański urząd patentowy zarejestrował 196 tysięcy znaków handlowych, o 100 tysięcy więcej niż na początku lat dziewięćdziesiątych.  Rosnąca liczba reklamujących się brandów sprawia, że istniejące formy: telewizja, Google AdSense, wysyłki tracą efektywność. Art Marcovici zaproponował - z przymrużeniem oka - nowy kanał komunikacji: Cashvertising, reklamę na banknotach. Jak argumentuje, przeciętny banknot stu dolarowy znajduje się w obrocie przez niecałe 7,5 roku, zmieniając właściciela trzy razy w tygodniu. Reklamę umieszczoną na takim banknocie obejrzałoby więc ponad tysiąc osób.

100-campbellok1

100-amexok


Z kamerą wśród mniej niewinnych zwierząt

08-05-2009 | Skomentuj »

Na pierwszy rzut oka plakaty autorstwa Uncle Grey Denmark kojarzą się z reklamą produktów dla dzieci: jaskrawe kolory, bajkowa sceneria, postacie zwierząt. Dopiero po chwili okazuje się, że to reklama sklepu erotycznego Lust, a oglądane pszczoły i ptaki są, zgodnie z hasłem, “nieco mniej niewinne” (A little less innocent).

41730_1_468

41730_2_468

41730_3_468

Super Bowl 2009 - reklamowe rozczarowanie?

03-02-2009 | 1 Komentarz »

Tak twierdzi spora część amerykańskich komentatorów, narzekając, że pomysły, które obejrzeli Amerykanie, były odświeżeniem idei z poprzednich lat. Więcej wkrótce na łamach “Marketingu przy Kawie”. Na razie pierwsza nomen omen porcja, spoty chipsów:

“Power of the Crunch”
marka: Doritos
reżyser: Eric Heimbold

“Free Doritos”
marka: Doritos
reżyser: The Herbert Brothers

“Spoiled Girl”
marka: Cheetos
agencja: Goodby, Silverstein & Partners

Zofia Stryjeńska i masowa wyobraźnia

04-01-2009 | Skomentuj »

Właśnie zakończyła się duża wystawa Zofii Stryjeńskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie. Ważna z tego względu, że sztuka wspomnianej artystki, choć tego nie zauważamy, zawładnęła na długo masową wyobraźnią. W ludowych motywach jej projektów zabawek, kilimów czy ceramiki odnajdujemy staroświecki smak polskiej sztuki tworzonej przed laty na użytek mas. Na wystawie przysłuchiwałem się też zachwytom wielu starszych pań, dla których ta sztuka była jednocześnie wspomnieniem dzieciństwa, spojrzeniem w świat estetyki, która odeszła, ale jak magdalenka z powieści Prousta - przywołuje nadal odległe wspomnienia.

We mnie bardziej przywołuje wspomnienie estetyki katechizmów do szkoły podstawowej i czytanek bądź plakatów religijnych - tą sztuką, efektowną, prostą, schematyczną można wyraziście przekazać religijno-patriotyczne treści.

Niestety, bardzo poważnym mankamentem wystawy był brak wzmianek o wykorzystanych technikach graficznych bądź malarskich w opisach dzieł.

Było też kilka reklam, które skwapliwie wyłowiłem. Wszystkie powstały na zlecenie pardubickiej fabryki Francka, wszystkie dotyczą kawy zbożowej lub dodatków do kawy pochodzących z tej fabryki. Nie grzeszą kreatywnością, ale mają ten staroświecki urok.

Obecnie Enrilo też nie grzeszy kreatywnością:

Dla zainteresowanych: więcej o Zofii Stryjeńskiej można przeczytać w Wysokich Obcasach.

Anything you can do I can do better

03-12-2008 | Skomentuj »

Zgrabna piosenka sprzed lat całkiem dobrze robi reklamom. Udowadnia to norweska reklama supermarketów Meny ze śliczną piosenką z musicalu “Annie Get Your Gun” Irvinga Berlina z 1946 roku - “Anything you can do I can do better“. Bardzo wdzięczna, przez ten musicalowy utwór przypomina od razu reklamę Skody z wypiekaniem ciasta (no i oczywiście deszczową piosenkę).

Wikipedia podaje, że w 2007 roku z tą samą piosenką przygotowano reklamę Mercedesa, tym razem nie z anonimowymi sprzedawcami, ale z Fernando Alonso, Lewisem Hamiltonem i Miką Häkkinenem. I rzeczywiście, po obejrzeniu przypomniałem sobie, że już ją nawet widziałem:

Nie mogę sobie teraz przypomnieć polskich reklam z takimi zgrabnymi utworami, ale pamiętam, że istnieją.

Lenin, Stalin, Putin

17-11-2008 | Skomentuj »

Niedawno pisałem na łamach “Marketingu przy Kawie” o relacji między public relations a propagandą, w tym także o PR-owej aktywności Gruzji w wojnie z Rosją. Okazuje się, że obejmowała ona również klasyczną reklamę. Znajoma z Irlandii wysłała mi zdjęcie reklamy Gruzji z opiniotwórczego “Economista”: wykorzystano w niej podobne brzmienie nazwiska obecnego premiera Rosji i pseudonimów przywódców bolszewickich - Lenina i Stalina.

Toshiba rzeźbi czas

14-11-2008 | Skomentuj »

Widzowie w Wielkiej Brytanii jako pierwsi mogą oglądać reklamę nakręconą z użyciem “timesculpture” - technologii rozsławionej przez film “Matrix”. Chodzi o sceny walki, w których akcja “zwalnia”, co umożliwia Neo unikanie lecących kul. Wartą 3 mln funtów kampanię Toshiby przygotowała agencja Grey i firma producencka Hungry Man - pomysłodawca techniki “rzeźbienia czasu”.

Amerykańskie wybory lekcją dla marketerów

07-11-2008 | 1 Komentarz »

Historia, z jaką kandydat w wyścigu prezydenckim dociera do wyborców, jest ważniejsza niż same jego cechy. Wysyłanie spamu zaszkodziło republikanom, telewizja przegrywa z Internetem – to niektóre wnioski z ciekawej powyborczej analizy, którą znalazłem na blogu Setha Godina, amerykańskiego guru marketingu.

Najważniejsze są historie. Tworzone przez sztaby kandydatów i opisywane przez media – są istotniejsze niż cechy kandydatów. Ludzie pamiętają drobiazgi, jak mrugnięcie okiem w czasie debaty telewizyjnej. Wniosek Godina przypomina mi, że mediatyzacja demokracji to wybory w latach 60., kiedy John Kennedy pokonał Nixona w decydującej debacie prezydenckiej. Młodo wyglądający i przystojny kandydat wypadał dużo lepiej niż Nixon, który – choć rocznikowo starszy tylko o 4 lata – był blady i sprawiał wrażenie zmęczonego. Ci, którzy słuchali debaty w radiu, skupiając się bardziej na stronie merytorycznej, przyznawali bezapelacyjne zwycięstwo Nixonowi.

TV przegrywa z Internetem. Najważniejsze reklamy powstają w USA z myślą o Sieci, bo rozsyłane są przez konsumentów i docierają do większej liczby odbiorców. Wykupienie drogiego czasu antenowego jest mniej skuteczne i droższe niż dobry spot umieszczony na YouTube.

Uzyskanie pozwolenia bardziej opłacalne niż spamowanie. Republikanie zawsze gromadzili duże środki pieniężne przy pomocy spamu masowo wysyłanego do wyborców. Tym razem nie doceniono zmęczenia Amerykanów niechcianymi wiadomościami otrzymywanymi codziennie pocztą elektroniczną. Sztabowcy Obamy postawili na bardziej czasochłonne, ale jak się okazało skuteczniejsze wysyłanie spersonalizowanych wiadomości tylko tym, którzy zostali o tym wcześniej uprzedzeni i wyrazili na to zgodę.

Marketing plemienny. Najważniejszym posunięciem strategicznym sztabu wyborczego jest decyzja, czy kandydat odwołuje się do najbardziej zdyscyplinowanych wyborców (z własnego plemienia), licząc na niską frekwencję (tak wygrał Bush w poprzednich wyborach, a w Polsce PiS w 2005 roku), czy – co bardziej ryzykowne - stara się stać „produktem masowym”, przyciągając obok tradycyjnej klienteli partyjnej także wyborców z różnych grup społecznych (innych plemion), którzy w wielu kwestiach nie zgadzają się z partią, którą reprezentuje. To udało się Obamie, a nie udało się McCainowi, który desygnując konserwatystkę Sarę Palin na wiceprezydenta, chciał przyciągnąć i tradycjonalistów, i (bezskutecznie) bardziej postępowy, kobiecy elektorat Hillary Clinton.

Trudno zgodzić się z Godinem akurat co do tego, że wybór Palin był błędem. Niechęć do Busha obwinianego o kryzys ekonomiczny, a także chęć zmian symbolizowanych przez Obamę były tak duże, że nawet gdyby McCain przywrócił do życia Abrahama Lincolna i zrobił go kandydatem na wiceprezydenta – i tak poniósłby porażkę.

Docieranie do zdecydowanych przeciwników to strata czasu. Przekonywanie niezdecydowanych jest bardziej opłacalne i tańsze niż próba przejęcia tzw. twardego elektoratu konkurenta.

Reklama negatywna nie zadziałała. Nie jest zbyt często stosowana w marketingu produktów komercyjnych, bo choć powoduje spadek sprzedaży zaatakowanego, nie zwiększa sprzedaży produktów firmy, która za spot zapłaciła. W amerykańskich wyborach stosowana przez McCaina nie zadziałała w ogóle, bo zwolennicy Obamy identyfikowali się z nim tak mocno, że każdy atak na kandydata odbierali jako atak na siebie, mobilizując się do jeszcze większej aktywności w przekazywaniu dotacji pieniężnych np. za pośrednictwem Sieci. Nawiasem mówiąc, o roli społeczności internetowych w tegorocznych amerykańskich wyborach ciekawie pisze na blogu Edwin Bendyk.

Zabawy z XXX

03-11-2008 | Skomentuj »

Niedawny filmik Diesla autorstwa The Viral Factory niektórzy zdążyli już nazwać wiralem wszech czasów. Ciekawe, że dokładnie taki sam pomysł na kreację zastosowała w reklamie programu blokującego treści pornograficzne Roeschke Pornblocker agencja Springer & Jacoby z Hamburga, tyle że rok wcześniej.

A pewnie źródłem obu była stronka z amatorskimi przeróbkami zdjęć porno Safe for work porn. Faktem jest, że czasami pewne rozwiązania wręcz same się nasuwają. Nieco podobnym, rysunkowym tropem poszła niemiecka agencja Kempertrautmann w całkiem świeżym spocie obrazującym skuteczność programów kontroli rodzicielskiej:


Wassup 8 lat później

28-10-2008 | 1 Komentarz »

Zwolennicy Baracka Obamy przygotowali nową wersję (ci sami aktorzy) świetnej reklamy Budweisera sprzed ponad ośmiu lat. Pikanterii dodaje fakt, że żona rywala Obamy, Johna McCaina jest trzecim co do wielkości dystrybutorem Anheusera-Busha (właściciela marki Budweiser) w Stanach Zjednoczonych.

A to oryginał: